Blog > Komentarze do wpisu
Avatar (2009)
List otwarty do Jamesa Camerona.

Lis:

Goście:
Drogi Jamesie Cameronie,

co się stało z Twoimi umiejętnościami scenopisarskimi? Jasne, już do fabuły Obcych: Decydującego starcia wpisałeś postacie boleśnie jednowymiarowe, na scenariusz Titanika też wielu kręciło nosami (mi tam się podobało), ale żeby aż tak drastycznie obniżyć loty?

Już nie zamierzam wypominać Ci przywoływanych po wielokroć w Internecie podobieństw do Pocahontas/Tańczącego z Wilkami/Ostatniego Samuraja/Terry 3D (wybierz proszę ten tytuł, którego porównanie do Avatara najmniej Cię zawstydza), wszak nie każdy film musi być ostoją oryginalności, a już na pewno nie należy stawiać takich wymagań przez wysokobudżetowym blockbusterem sci-fi. Star Trek, rocznikowy równolatek Twojego ostatniego dziecka, jest w gruncie rzeczy powtórką z czwartego epizodu Gwiezdnych Wojen, a dostarcza nieskrępowanej rozrywki na najwyższym poziomie. Nie, nie, Ty, Jamesie Cameronie, Avatarem popełniasz grzech znacznie cięższy.

Nudzisz.

Wypełniłeś tę sztampową fabułkę sztampowymi postaciami, sztampowymi zwrotami akcji i przekraczającymi jakąkolwiek skalę banału dialogami. Zły pan z korporacji, kierujący się wyłącznie żądzą zysku? Pozbawiony jakiejkolwiek refleksji wojskowy, marzący wyłącznie o militarnej rozpierdusze, która naznaczy jego bicepsy kolejnymi bliznami? Przeciwstawienie im dobrych naukowców, jako jedynych posiadających w sobie pierwiastek humanitaryzmu? Itepe, itede. Naprawdę, tylko na tyle Cię stać? Jak ja mam się czymkolwiek ekscytować, jeśli od początku wiem do czego zmierzasz, i jaką drogą do tego celu podążysz? No jak?

Film ma kilka jasnych punktów, ale to krople w morzu nijakości. Sam Worthington jest zaskakująco dobry w roli Jake’a Skully’ego - sparaliżowanego od pasa w dół wojskowego (wyborne posunięcie dramaturgiczne!), który dołącza do grupy naukowców badających księżyc Pandora. Pomysł polegający na przeniesieniu - za pomocą skomplikowanego procesu biologicznego – świadomości głównego bohatera do wyhodowanego w laboratorium ciała autochtona jest świetny i za to należą Ci się brawa. Z kolei umieszczenie akcji w odległej o 150 lat przyszłości i równie dalekim układzie Alfa Centauri pozwoliło Ci na uwolnienie swojej wyobraźni i wykreowanie od podstaw przekonującego ekosystemu. Ale już wymyślając tę humanoidalną rasę Na’vi, którą infiltruje Jake Skully, zbytnio się nie wysiliłeś. Łuki, strzały, szybka umiejętność przyswajania języka angielskiego (odmienność, oczywiście oprócz niebieskiej skóry i trzech metrów wysokości, znaczy jedynie lekki akcent), organizowanie się w struktury plemienne… Cała ta historia nosi silne znamiona tradycyjnej opowieści kolonialnej, ale chociaż na etapie kreowania charakterystyki tubylców mogłeś swoje inspiracje nieco zatuszować.

Nie uratują Twojego filmu nawet rewelacyjne, rewolucyjne, fotorealistyczne efekty specjalne i, przyznaję, przynosząca wyborne rezultaty technologia (e)motion-capture. Przy okazji, składam Ci Jamesie Cameronie gratulacje, albowiem tak znakomitego marketingu jeszcze w swoim życiu nie doświadczyłem.  Wytworzono w ludziach wewnętrzny imperatyw do obejrzenia tego filmu: „bo jest przełomowy”, „bo jest nowymi Gwiezdnymi Wojnami”, „bo daje wgląd w przyszłość kina” i, oczywiście, „bo wszyscy inni już widzieli”. Prawdziwy terror tłumu. Wyżej podpisany poszedł do kina co prawda nastawiony do tego szału nieco sceptycznie, ale ze szczerą nadzieją na dobrą zabawę, a mimo to udało Ci się go rozczarować i zanudzić. Otóż, drogi Jamesie, fabuła nie może być zakładnikiem technologii. Technologia nie może być celem samym w sobie. Technologia powinna dopełniać treść, a nie odwrotnie. Słowa brzmiące jak truizmy, ale najwyraźniej trzeba Ci o tym przypomnieć.

Byłbym gotów przymknąć na to wszystko oko, ale jest coś przelewającego czarę goryczy. Otóż serwujesz widzom, drogi Jamesie Cameronie, okropną, bo zakrytą jedynie cienką woalką, metaforę wojenną, wtłaczając ją w zupełnie do tego celu nieprzystającą jednowymiarową (choć w 3D), eskapistyczną opowieść. Sorry, Jim, you can’t have it both ways.

Właśnie stwierdziłem, że jesteś równolatkiem Matta Groeninga, co przypomniało mi własną reakcję po obejrzeniu kinowych Simpsonów: „i nad tym pracowaliście 15 lat”? Jednak jego film musiał wytrzymać porównania z powszechnie uwielbianym serialem, był przezeń ograniczony. Ty miałeś carte blanche, a zapisałeś ją najbardziej oklepanymi frazesami.

Wróć do opowiadania historii, które wywołują emocje.



Pocahontas Avatar, scen. i reż. James Cameron, wyst. Sam Worthington, Zoe Saldana, Sigourney Weaver, Stephen Lang; USA, Wlk. Brytania, 2009
sobota, 13 marca 2010, lis

Komentarze
2010/03/14 23:17:03
Nie przesadzajmy, bo, abstrahując do polotu tej recenzji, jej poziom merytoryczny zbliża się do średniej reprezentowanej przez FilmWeb :)
To niestety prawda, że film jest pełen klisz i już to wszystko gdzieś widzieliśmy. Ale, z drugiej strony, nadal bawi. Taki np. Die Hard 4 - damn, to wszystko już było, ale jednak film bawi nieziemsko (niektórych). To jak pizza, nawet jeśli po raz seny jesz zwykłą pepperoni, nadal smakuje świetnie :)
-
Gość: Er., pc141.ha1-s.us.edu.pl
2010/03/15 10:02:57
Na pizzę serwowaną przez Camerona? Tylko z głodu! (i nie mam tu na myśli głodu emocji;)
-
lis
2010/03/15 10:25:52
Trzymając się tej metafory kulinarnej: nawet jeśli będziesz pamiętał o wszystkich składnikach, może Ci wyjść z pizzy zakalec.
Live Free or Die Hard faktycznie chyba mógłby bawić... gdyby tylko nie przyznawał się do powinowactwa z kultową serią. Porównań z poprzednimi częściami nie sposób uniknąć i ten film ich nie wytrzymuje.
-
2010/03/16 22:10:28
"Live Free or Die Hard faktycznie chyba mógłby bawić... gdyby tylko nie przyznawał się do powinowactwa z kultową serią. Porównań z poprzednimi częściami nie sposób uniknąć i ten film ich nie wytrzymuje."

No z całym szacunkiem, ale Die Hard ma 81% na RT, więc to o czymś świadczy. A ja pisałem z własnego doświadczenia. Mnie się cześć czwarta bardzo podobała, tak samo jak poprzednie trzy. I wcale nie ma innego klimatu.

Aha - co do Avatara, to jeszcze film czerpie z Apocalypto :)
-
lis
2010/03/16 22:32:21
"Die Hard ma 81% na RT, więc to o czymś świadczy".

Że 19% krytyków ma rację (w przypadku "Avatara" 18%).

"I wcale nie ma innego klimatu."

Pomijając brak zacnego czarnego charakteru, emocji, napięcia, kaca, krwi i przekleństw. I pozorów prawdopodobieństwa.
-
2010/03/17 08:17:00
Die Hard 4 wzbudza emocje (ciągle coś się dzieje), jest zabawny, momentami brutalny (chłop zostaje zmielony) i, tak samo jak poprzednie części, jest mało prawdopodobny (np. uciekanie tunelem przed wodą? Stanie na pasie startowym pod samolotem?), co nie jest wadą.
Przekleństw nie ma, ale, o biedaku, też bym nie miał co robić, tylko oglądać film pod kątem przekleństw! To by już była przesada.

A argument z czarnym charakterem jest rzeczywiście trafny.
-
lis
2010/03/17 20:27:36
No ale bo przecież: część pierwsza ustaliła jakieś ramy realizmu, których następne filmy powinny się trzymać, żeby tworzyć w miarę spójną całość. Balansowanie na skrzydle odrzutowca w locie to nie to samo co bieganie po skrzydle kołującego samolotu pasażerskiego (część 2). Nie chodzi mi o maksymalny realizm, jedynie o trzymanie się wcześniej ustalonych warunków gry.
To tak, jakby w Ojcu Chrzestnym zaczęli walczyć na miecze świetlne, Bourne wyruszył w podróż do wnętrza Ziemi, a Indiana Jones spotkał kosmitów. Nie, czekaj...
-
2010/03/17 22:53:59
"a Indiana Jones spotkał kosmitów. Nie, czekaj..."
:)
Nie zgadzam się - seria Die Hard nigdy nie pretendowała do miana filmów realistycznych. Owszem, to jest nadal świetne kino akcji, a Bruce nadal bawi swoimi ripostami. Ale żeby realizm? Jedynka była jeszcze okej, ale realizm zmniejszał się już od części drugiej. Jasne, w czwórce zostało go niewiele, ale czy to naprawdę źle? Sądzę, że w piątce realizmu nie będzie w ogóle, ale film i tak będzie świetny :)
-
2011/01/31 15:47:08
Film przereklamowany, przydługi i choć wizualnie oryginalny fabularnie niemiłosiernie oklepany tak, że chwilami aż bolało, że nikt nie wpadł by po przeczytaniu scenariusza spytać "A widział Pan Pocachontas?"


Legenda:

Kawał kina! -
Warto -
Niezły -
Tylko z nudów -
Nigdy w życiu! -

Recenzje alfabetycznie:
(recenzje oznaczone kursywą zostały opublikowane poza blogiem)

  1. Absolute Power (***)
  2. Adventures of Tintin, The (***)
  3. Avatar (**)
  4. Beowulf (****)
  5. Bolt (****)
  6. Cars 2 (***)
  7. Closer (*)
  8. Cyber City Oedo 808 (***)
  9. Dark Knight, The (*****)
  10. Death Proof (**)
  11. Ghost Writer, The (*****)
  12. Holiday (****)
  13. Inglourious Basterds (*****)
  14. Iron Man (***)
  15. Kids Are All Right, The (***)
  16. Limitless (***)
  17. Mildred Pierce (***)
  18. Ne le dis à personne (****)
  19. Pirates of the Caribbean: On Stranger Tides (**)
  20. Princess and the Frog, The (***)
  21. Rango (****)
  22. Ratatouille (*****)
  23. RocknRolla (**)
  24. Secret Agent (**)
  25. Social Network, The (*****)
  26. Taking of Pelham 1 2 3, The (***)
  27. Toy Story 3 (*****)
  28. TRON: Legacy (*****)
  29. Up (*****)
  30. Wanted (*)
  31. Weather Man, The (*****)
  32. Winter's Bone (****)
  33. Zwartboek (*****)


Lista osobista: