Blog > Komentarze do wpisu
Artysta (2011)
Film cokolwiek przegadany.


„Zniszczyli naszych idoli - Firebanksów, Gilbertów, Valentinów! Kogo nam zostawili? Jakieś kompletne zera!” - tym cytatem z Bulwaru Zachodzącego Słońca mógłby się pocieszać George Valentin przechylając do dna kolejne butelki coraz tańszych trunków. Jego przepełniony frustracją niemy krzyk („--------!”) odbija się od ściany dźwięku, którą od przeszłości odgrodzili się rzutcy przedsiębiorcy początków kina, dotychczasowy dorobek uznając za tyleż niemy, co niebyły. Pyszałek nie docenił wagi technologicznej zmiany, więc ta dowiodła swojej obecności najbardziej bolesny sposób – odwracając się od niego plecami, a symbolem rewolucji czyniąc kobietę, której nie da się opisać słowami.

Chwali się Artystę za sprawną resuscytację formuły kina niemego, ze wszelkimi jej ograniczeniami, ale i urokami. Tymczasem pastiszowe elementy mają tu charakter bardzo pobieżny – jest to na wskroś współczesny film, którego jedynie pozbawiono dźwięku i wyprano z kolorów, zaś nieużywany od lat w kinie akademicki format 1,37:1 oraz staroświeckie kadrowanie stanowią nałożony niezbyt zgrabnie postarzający make-up, na który nie nabrałby się żaden bramkarz w imaginacyjnym klubie dla starych filmów. To film uginający się pod ciężarem ewolucyjnych zmian w kinie ostatnich kilkudziesięciu lat, nie mający w sobie na tyle odwagi, żeby go ani w całości odrzucić tworząc wierną imitację (ta obecna jest jedynie we fragmentach filmów, których gwiazdą jest Valentin), ani przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza i – będąc bogatszym o wiedzę, techniczne możliwości i dystans niedany Keatonom i Chaplinom - pobawić się formą. Niestety niekonwencjonalność w Artyście funkcjonuje w ilościach śladowych, a film przez większość projekcji jest więźniem melodramatycznych klisz, niekoniecznie charakterystycznych bardziej dla kina niemego niż jakiejkolwiek innej epoki. Paradoksalnie takie bezwstydne poddanie się schematom – które męczą tak samo w czerni i bieli, jak męczyły w kolorze - oraz zewnętrzny blichtr ustawiają Artystę bliżej Avatara (symbolu całego współczesnego blockbusterowego kina, dla którego ma być kontrą) niż jakiejkolwiek niemej produkcji. Podczas gdy Hugo i jego wynalazek jest pochwałą zarania kina jako eksplozji kreatywności, Artysta wyrządza tej epoce krzywdę sprowadzając ją do garści stereotypów. To historyczna niesprawiedliwość.

Pozytywnym wyróżnikiem filmu są dwie role – pierwszoplanowa męska i drugoplanowa psia. Jean Dujardin przekonuje w roli lekko zadufanego gwiazdora, zaś w zaprezentowanych tu i ówdzie scenach z realizowanych na ekranie filmów bezbłędnie odgrywa ówczesną aktorską ekspresję. Z kolei pies Uggie kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Są to wszakże fundamenty zbyt liche, żeby unieść film, który na dno sprowadza wyjątkowo ciężka ręka reżysera.

W wyścigu po laur nietuzinkowości Artysta przegrywa w przedbiegach nie tylko z klasyką kina niemego, ale również z obracającymi się wokół tych samych toposów filmami dźwiękowymi. Deszczowa piosenka czy wspomniany już Bulwar Zachodzącego Słońca, podobnie jak Artysta opowiadające o zagubieniu niemych gwiazd w nowej, dźwięcznej rzeczywistości, są bogatsze w treść i ciekawsze w formie.

Artysta jest genialną filmową hochsztaplerką. Nudnawą, ślamazarnie opowiedzianą i oklepaną fabułkę, dzięki kilku powierzchownym zabiegom retro i zadeklarowaniu przez twórców zajęcia pozycji ironicznych postmodernistów sprzedano światu jako powiew świeżości. Reżyser bezsprzecznie zasłużył sobie na tytuł The Con-Artist.

 

 



The Artist, reż i scen. Michel Hazanavicius, wyst. Jean Dujardin, Bérénice Bejo, John Goodman; Francja, Belgia 2011.

sobota, 03 marca 2012, lis

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/26 17:52:40
True Story. Pasek stany, licznik czasu czy tam inny chronometr (jak zwał tak zwał) wskazywał jeszcze 30 minut filmu, a ja, ziewając i kręcąc się na/w fotelu, walczyłem z przemożnym pragnieniem przewinięcia do finału.
-
2012/07/26 17:55:19
*pasek stanu :D
no przecież nie byłbym sobą...
-
lis
2012/07/26 22:40:36
Dlatego właśnie trzeba raz na jakiś czas pójść do kina. Bycie władcą pilota rodzi złe nawyki.

Chociaż w tym przypadku...



Mój film łeb:



Legenda:

Kawał kina! -
Warto -
Niezły -
Tylko z nudów -
Nigdy w życiu! -


Lista osobista: