Blog > Komentarze do wpisu
Opowieści, które żyją tylko w pamięci (2011)
Klisze, które żyją nie tylko w pamięci kinomana.


Jestem ciekaw, czy Wy też mając w głowie stereotypowy kadr z tzw. Ambitnego Filmu (wiecie, takiego, który poleci Wam P.T. Felis w "Wyborczej") widzicie babinę w starych łachach idącą samotnie, czy słońce, czy (częściej) słota, przez pole/łąkę/las, niosąc w ręku tobołek a na duszy bagaż utrapień. Ciężar obu odmalowuje się na jej zmarnowanym obliczu, a zatroskany widz pochyla się nad Kondycją Współczesnego Człowieka. Tak sobie właśnie wyobrażam filmy, których a priori nie lubię. Wyobraźcie więc sobie co odmalowało się na moim obliczu, gdy po kilku minutach ekran wypełniła właśnie taka widokówka wysłana z Krainy Pretensjonalności.
Babina to Madalena, mieszkanka zapomnianej wioski gdzieś w Brazylii, dla której każda doba u schyłku życia jest jak dzień świstaka. Madalena dożywa kresu swoich dni, zatapiając się w codziennych rytuałach, które wyznaczają rytm jej egzystencji. Sytuacja zmienia się, gdy w jej życiu pojawia się młoda turystka znikąd, a skądinąd ładna, taka trochę egzaltowana dziewczyna, która na wszystko patrzy z zadumą i utrwala na zdjęciach. Uważa, że urodziła się za późno, dlatego jeden z dwóch jej aparatów to takie bardzo, bardzo oldschoolowe ustrojstwo z długim czasem naświetlania. Dalej mamy obowiązkowe punkty takiego scenariusza - początkowy, lecz stopniowo skracany dystans (zarówno między obu paniami, jak i między dziewczyną a społecznością), życiową mądrość płynąca od sędziwych tubylców i potrzebę afirmacji życia, której uczy dziewoja.
Historia jest więc do bólu oklepana, że przypomnę chociażby niedawny pixarowski Odlot, ale suwak na mojej skali ocen latał w trakcie seansu jak igła wariografu podczas przesłuchiwania polityka, bo film ma zarówno momenty, w których ujawnia się talent reżyserki - first-timerki, jak i takie, gdzie górę bierze jej artystyczne nadęcie i brak wyczucia. Hipnotyzujące są na przykład sceny wykorzystujące a to wspomniane zdjęcia w ładnym montażu, a to piosenkę Franza Ferdinanda w pięknie sfotografowanej scenie samotnego tańca, kiedy daje o sobie znać tłumiona młodość bohaterki. z drugiej strony sceny te przeplatają się z pretensjonalnymi deklaracjami ("Nie mogę udawać, że tu pasuję!" - cyt. niedokładny, ale oddający), albo sekwencjami tak nieznośnie kiczowatymi, jak wspólne lepienie chleba, której brakowało chyba tylko podkładu w postaci Unchained Melody. Koniec jest zaś równie nagły, co w tej notce.

Histórias que só existem quando lembradas, reż. Júlia Murat, scen. ta sama Júlia Murat, Maria Clara Escobar i Felipe Sholl, wyst. Lisa Fávero, Sonia Guedes, Ricardo Merkin, Luiz Serra. 

niedziela, 22 lipca 2012, lis

Polecane wpisy




Mój film łeb:



Legenda:

Kawał kina! -
Warto -
Niezły -
Tylko z nudów -
Nigdy w życiu! -


Lista osobista: