Blog > Komentarze do wpisu
Wilk z Wall Street (2012)
Big Bad Wolf.




Jordan Belfort, w którego w filmie wciela się Leonardo DiCaprio, to postać autentyczna. Krezus, seksoholik, narkoman. Założyciel Stratton Oakmont, firmy brokerskiej zajmującej się wciskaniem groszowych akcji frajerom, którzy myśleli, że składane przez niego obietnice mają pokrycie w rzeczywistości. Specjalista od używek, zarówno legalnych, jak i tych kupowanych pokątnie. Mąż pięknej żony. Wkrótce potem także przedmiot zainteresowania śledztwa FBI. O jego karierze opowiada najnowszy, trzygodzinny (- 1 minuta) film mistrza amerykańskiego kina - Martina Scorsese.

Wilk z Wall Street stanął ością w gardle zarówno stojącym po stronie pokrzywdzonych przez Jordanów Belfortów tego świata, jak i tym, którzy patrzą na jego maklerski kunszt wciskania ludziom kitu przychylnym okiem doświadczonego finansisty. Pierwsi zarzucają filmowi Scorsese brak krytycyzmu w portretowaniu kariery zbudowanej bądź co bądź na oszustwach; ci drudzy obawiają się, że widownia może wynieść z seansu błędne (hihihi) wyobrażenie na temat realiów pracy panujących na Wall Street. Prawdą jest, że Scorsese ukazując kolejne seksualno-narkotykowe eskapady głównych bohaterów nie rezygnuje z hiperboli – groteskowe są przy tym nie tylko same imprezy, ale i poprzedzające je rozmowy prowadzone w urządzonych z klasą i zasadami feng shui salach konferencyjnych – odżegnując się jednocześnie od zajęcia zbyt wyrazistego stanowiska.

Przyjęta przez filmowców strategia – tak atrakcyjna dla oka i niosąca dużo radości – pociąga za sobą efekt uboczny. Odczłowieczony, sprowadzony do stanowienia personifikacji hedonizmu bohater nie jest w stanie unieść dramaturgii wydarzeń, które wkrótce wstrząsną światem, który sobie urządził. Gdy Jordana Belforda dogania wreszcie prawdziwe życie, jego karykaturalna, groteskowa postać przegrywa walkę o sympatię widza, a sam obraz - w pierwszych dwóch aktach zaskakująco bliski party movies pokroju Projekt X czy Kac Vegas - traci na wiarygodności. Druga połowa filmu sprawia wrażenie reżyserowanej na autopilocie, zwłaszcza, gdy uzmysłowimy sobie jak bliski jest on wcześniejszej twórczości Scorsese (Chłopcy z Ferajny, Kasyno) - tak strukturalnie, jak i tematycznie.

Mimo, że osąd moralny leży w gestii widzów, Scorsese zdaje się dawać klucz do właściwego odczytania dzieła. W etycznej i finansowej opozycji do głównego bohatera ustawia rozpracowującego go agenta FBI (Kyle Chandler). Ich potyczka jest de facto zderzeniem dwóch światów - zdegenerowanych krezusów i uczciwie, ciężko pracującego ludu miast i wsi. Szkoda tylko, że – mimo dużego kontrastu ich stylów życia – ta krytyka świata amerykańskiej finansjery nie została wyrażona donioślejszym głosem.

 

The Wolf of Wall Street, reż. Martin Scorsese, scen. Terence Winter (na podstawie książki Jordana Belforta), wyst. Leonardo DiCaprio, Jonah Hill, Margot Robbie, Kyle Chandler; USA 2012.

czwartek, 16 stycznia 2014, lis

Polecane wpisy




Mój film łeb:



Legenda:

Kawał kina! -
Warto -
Niezły -
Tylko z nudów -
Nigdy w życiu! -


Lista osobista: