Blog > Komentarze do wpisu
Iluzja (2013)
O presigiti... prestigito... o kuglarzach srebrnego ekranu.

Czworo iluzjonistów o różnych specjalizacjach (w ich rolach Jesse Eisenberg, Isla Fisher, Dave Franco i zdecydowanie za dobry na tę produkcję Woody Harrelson) zostaje zwerbowanych przez tajemniczego protektora, aby przed wyprzedanymi do ostatniego miejsca halach od Vegas po Nowy Jork prezentować kuglarskie triki na niespotykaną wcześniej skalę, a przy okazji realizować plan swojego mocodawcy, zakładający zuchwałe, nie dające się dowieść w postępowaniu sądowym kradzieże. Krok w krok podąża za nimi troje postaci – Thaddeus Bradley (Morgan Freeman), zarabiający na życie demaskowaniem samozwańczych magików oraz połączone siły FBI i Interpolu w osobach Dylana Rhodesa (Mark Ruffalo) i Almy Dray (Mélanie Laurent), do których należy zadanie udowodnienia „Czterech Jeźdźcom” przestępstwa.
Wszystkim tym postaciom autorzy przypisują wyłącznie sympatyczne cechy i szlachetne motywacje, choć przecież konflikt ich interesów wyklucza już nawet nie współdziałanie, ale nawet brak konfrontacji. Za kogo trzymać więc kciuki? W rezultacie o każdą z postaci dbamy o tyle, o ile, czyli zasadniczo w ogóle. Iluzja nie tylko nie dostarcza widzom obiecywanej w tytule rozrywki, sztukę decepcji traktując wybitnie po macoszemu (nie uświadczycie tu chociażby jednej sztuczki pokazanej od początku do końca, bez cięć montażowych, która pozwoliłaby choć na chwilę uwierzyć w umiejętności głównych postaci); mizerna jest również sama fabuła, zbudowana na lichych fundamentach niedookreślonych bohaterów oraz zwrotach akcji, które mogą robić wrażenie tak długo, aż nie uświadomimy sobie, że to w gruncie rzeczy nie mające żadnego umocowania w rozwoju fabuły, nieuzasadnione zakrętasy.
Przez cały czas trwania filmu w tle przewijają się opowieści o legendarnych iluzjonistach z przeszłości, których zadaniem jest zmotywowanie bohaterów po obu stronach barykady do działania. Sprawiają one jednak wrażenie nie tylko dopisanych naprędce, ale też żywcem wyjętych z zupełnie innego świata przedstawionego, należącego bardziej do uniwersum magii niż dających się zdemaskować trików.
Jaka jest różnica między prawdziwą magią kina a tandetną filmową iluzją? Podczas, gdy ta pierwsza jest iloczynem umiejętności, talentu i szczęścia ludzi zaangażowanych w produkcję, ta druga opiera się na zręcznym zamaskowaniu własnych ograniczeń i zasugerowaniu widowni, że otrzymują więcej, niż im się w rzeczywistości oferuje. Dlatego, jeśli już zdecydujecie się na seans z iluzjonistami (co – jak już z pewnością zdążyliście się zorientować - szczerze odradzam), nie zwracajcie uwagi, na to co mówią. Kilkukrotnie podczas seansu zostaniecie ostrzeżeni przed podchodzeniem zbyt blisko, bo wtedy łatwiej będzie Was oszukać. W kontekście całego filmu jest jednak zupełnie odwrotnie – im baczniejszą uwagę będziecie zwracać na szczegóły, tym szybciej połapiecie się, że twórcy chcą Was zrobić w balona. Czujcie się uprzedzeni.

Now You See Me, reż. Louis Leterrier, scen. Ed Solomon, Boaz Yakin i Edward Ricourt, wyst. Mark Ruffalo, Mélanie Laurent, Jesse Eisenberg, Isla Fisher, Dave Franco, Morgan Freeman, Michael Caine oraz (powtórzę) zdecydowanie za dobry na tę produkcję Woody Harrelson; USA 2013

wtorek, 11 lutego 2014, lis

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Maciej, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/21 16:58:21
Bullshit. Ten film jest zajebisty, a Mark Ruffalo najbardziej. Przemówiłem. :P



Mój film łeb:



Legenda:

Kawał kina! -
Warto -
Niezły -
Tylko z nudów -
Nigdy w życiu! -


Lista osobista: