Blog > Komentarze do wpisu
Wielkie piękno (2013)
O wężyku donikąd.

Najnowszy obraz Paola Sorrentina, który dwa lata temu za sprawą Wszystkich odlotów Cheyenna'a - udanego offbeatowego kina drogi - zdobył serca anglojęzycznej publiczności (a więc, jakkolwiek wiele by nie pisano o jego wcześniejszym, włoskim dorobku, zapisał się wreszcie w zbiorowej świadomości kinomanów), należy do najbardziej utytułowanych produkcji europejskich zeszłego roku - na koncie ma już m.in. Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego filmu, Globa dla filmu nieanglojęzycznego, a jeśli wierzyć specjalistom, może już powoli dopisywać sobie do tej listy Oscara. Nietrudno zrozumieć, skąd bierze się to uznanie. Wielkie piękno to współczesna emanacja kinematograficznego ducha słynnego Osiem i pół Federico Felliniego. Sorrentino udała się rzecz, wydawałoby się, karkołomna: wskrzeszenie awangardowej estetyki najsłynniejszego filmu swojego krajana. Na tym podobieństwa się jednak nie kończą, albowiem, podobnie jak to uczynił w swoim opus magnum Fellini, treść obrazu Sorrentina stanowi próbę rozliczenia głównego bohatera ze swoim, naznaczonym sukcesami, ale chyba jednak nie do końca spełnionym, życiem.
Sorrentino rezygnuje z klasycznej trójaktowej struktury fabularnej na rzecz finezyjnego fresku zbudowanego na luźnych kadrach z życia Jepa Gambardelli (Toni Servillo), dziennikarza i eks-pisarza (eks-, bo choć dorobku nic nie jest w stanie przekreślić, to od czasu swojej debiutanckiej powieści przed wielu laty nie napisał on niczego nowego) o nieco zblazowanej twarzy apenińskiego Joe Bidena. Rytm jego życia u progu wieku emerytalnego wyznaczają towarzyskie rytuały: huczne imprezy, kameralne rozmówki w gronie lokalnych intelektualistów, pogrzeby, które stanowią dla niego okazję do zabłyśnięcia przed znajomymi oraz przelotne romanse. Wygodna, choć składająca się raczej z powierzchownych uciech egzystencja robi się jednak trochę przyciasna dla jego rozbuchanego ego. Mimo, że przez czterdzieści lat udało mu się - bez zbytniego wysiłku -  utrzymać wśród rzymskiej elity, a z jego twarzy nigdy nie schodzi szczery uśmieszek pobłażania, jego życiu zaczyna towarzyszyć dojmujące uczucie niespełnienia. Wprawdzie dookoła zdaje się dostrzegać więcej niż inni, a zarejestrowane przez jego oczy kadry aż proszą się o przełożenie na język wybitnej literatury, Jep nie ryzykuje wychynięcia poza bezpieczny kokon codziennych, dekadenckich obrządków. Nihilistyczna wegetacja zaczyna go jednak coraz bardziej uwierać.
Na jednej z imprez Jep porównuje swoje życie do utworzonego przez uczestników zabawy wężyka - jest huczne, kolorowe, ale prowadzi donikąd. Zastosowanie tego samego porównania do filmu Sorrentino byłoby nie do końca sprawiedliwe, ale dobrze oddaje ambiwalencję moich uczuć. To obraz wypełniony olśniewającymi kadrami, z delikatną choreografią i wyrafinowaną paletą barw oraz fabułą, która, choć szczątkowa, jest zręcznie prowadzona przez reżysera aż ku (nie pozbawionemu pewnej gracji) domknięciu. Trudno się jednak pozbyć natrętnego wrażenia, że, podobnie jak we wspomnianym Osiem i pół, przynosi on chyba więcej satysfakcji jego twórcy niż widzowi. Strasznie nie lubię odejmowania filmom splendoru za to, czym nie są, ale podczas seansu zwyczajnie zatęskniłem za bardziej klasyczną narracją, która w mniejszym stopniu łechtałaby reżyserskie ego. Jednak tych, którzy kochają kino Felliniego, film Sorrentino ma szansę uwieść.



La grande bellezza, reż. Paolo Sorrentino, scen. Umberto Contarello i Paolo Sorrentino, wyst. Toni Servillo, Carlo Verdone, Sabrina Ferilli; Francja/Włochy 2013

niedziela, 09 lutego 2014, lis

Polecane wpisy

Komentarze
2014/02/10 18:40:21
Niecodzienny sposób narracji to jeden z większych zarzutów, może za dużo słowo, stawiany "Wielkiemu pięknu". Przynajmniej w recenzjach, które ostatnio czytałem, przewija się ta uwaga. Jest w tym trochę racji. Widz lubi jednak klasyczne historie. Zwroty akcji, momenty, w których nagle wszystko wydaje się inne niż przed chwilą. Z drugiej strony to też niekoniecznie wada. Oglądamy coś niecodziennego, co zwraca koniec końców większą uwagę. Inna sprawa, że można się ośmielić stwierdzeniem, iż mamy możność zinterpretowania takiej, a nie innej, fabuły. Pisząc o filmie u mnie, nie zagłębiałem się w to, ale hmm.. Można to odebrać, jako pewien brak zmiany. A w momencie oglądania życia dojrzałych ludzi, którzy świetnie spędzają czas skojarzenie jest proste. Niekoniecznie jest inaczej w wieku 60 lat pod kątem szczęśliwości. Różne rzeczy się zmieniają, lecz wiele zależy od podejścia - to już moje dopowiedzenie.

pozdrawiam



Mój film łeb:



Legenda:

Kawał kina! -
Warto -
Niezły -
Tylko z nudów -
Nigdy w życiu! -


Lista osobista: